UWIELBIENIE
Mówili o uwielbieniu jako o śpiewaniu podczas specjalnie zorganizowanych spotkań, a ja czułam się jak debil, stojąc pośród tych wszystkich ludzi, próbując się skupić. Hałas, rozstrojona struna, cienki głosik prowadzącego/-ej, fałsz obok mnie - wychodziłam z sali, albo stałam z zamkniętymi oczami i próbowałam ze wszystkich sił wczuć się w klimat i naprawdę uwielbiać Boga.
Na palcach obu rąk mogłabym policzyć ile razy mi się to udało w ciągu 4 lat mojego życia z Bogiem.
Aż do ostatniej niedzieli, kiedy P. powiedział, że uwielbienie jest wtedy, gdy zachwycasz się swoim Bogiem, Jego wielkością, Jego ogromną łaską, Jego pięknem i dobrocią... Westchnięcie podziwu może być uwielbieniem. Łza wzruszenia może być uwielbieniem. To chwila, kiedy odkrywasz takiego Boga jakim On naprawdę jest i nie możesz z siebie nic wydusić, tylko Go uwielbić - czy zrobisz to poprzez śpiew, grę na jakimś instrumencie, taniec, czy cokolwiek innego to już twoja sprawa - twoja i twojego Boga.
Uwielbienie zaczyna się od podziwu. I na pewno nie jest zmuszaniem się do śpiewania piosenek o Bogu. Głupia byłam :) Ale to co... teraz jestem mądrzejsza :)